Kronika wypadkowa

Zatruta rodzina

Poniedziałek, 20 marca 2006r.

Dziewięcioosobowa rodzina znalazła się w sobotę wieczorem na Oddziale Chorób Wewnętrznych III Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie. Rodzice i siódemka dzieci - najmłodsze, bliźniaki mają półtora roku, najstarsze: 15 lat - zaczadzili się we własnym domu.

Wprawdzie jeszcze wczoraj ekipa dochodzeniowa Straży Pożarnej badała przyczyny emisji tlenku węgla w mieszkaniu przy ul. Orzeszkowej w Chorzowie Batorym, gdzie mieszka dziewięcioosobowa rodzina, jednak najprawdopodobniej czad ulatniał się z łazienkowego junkersa.

Mężczyzna już o 21.30 trafił do sosnowieckiego Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Środowiskowego, do ośrodka ostrych zatruć, natomiast kobietę razem z dziećmi przewieziono do Chorzowskiego Centrum Pediatrii i Onkologii. Na szczęście stan całej rodziny jest dobry.

- Dwoje najmłodszych dzieci znalazło się na oddziale noworodkowym, reszta - na pediatrii - informuje Grzegorz Grzegorek, rzecznik prasowy Chorzowskiego Centrum Pediatrii i Onkologii. - Wszystkie miały hemoglobinę tlenkowęglową, ale dzięki tlenoterapii ich stan ogólny jest dobry. Rodzina powinna w ciągu kilku najbliższych dni wrócić do domu - zaznacza.

Dziennik Zachodni

 

Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego

Mam przyjemność ogłosić, iż dzięki inicjatywie rozpoczętej przez "Darco" i "hansa" z forum Sosnowca, wczoraj, 11 listopada 2007 r. w Czeladzi powstało Stowarzyszenie Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego, Oddziały: Sosnowiec, Czeladź i Dąbrowa Górnicza. Na spotkaniu zabrakło przedstawicieli Będzina lecz mamy nadzieję że sytuacja się w najbliższym czasie zmieni.
Przybyła liczna, jak na pierwsze spotkanie, 26 osobowa grupa założycieli poszczególnych oddziałów. Najliczniej przybyli Sosnowiczanie, Dąbrowa 5 osób, Czeladź 6.
Poszczególne odziały wybrały Zarządy oraz przyjęły Regulaminy Stowarzyszenia, które są identyczne dla każdego oddziału.
Na sali obecni byli także dziennikarze Gazety Wyborczej i Dziennika Zachodniego, wiec już niedługo przeczytamy informacje o FdZD w mediach. Mieliśmy przyjemność gościć również Naczelnika Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miasta w Sosnowcu.
Przypominam, że nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się wspólnie w gronie "przedstawicieli" innych miast Zagłębia Dąbrowskiego, mimo to atmosfera była bardzo miła a rozmawiało nam się tak jak byśmy znali się od lat.

Myślę, że nasz Czeladzki odział niedługo się powiększy o nowych członków.Zachęcamy do wspólnego działania dla dobra naszego miasta i regionu.
Osoby zainteresowane działalnością FdZD zapraszam na "priv" lub przez e-mail.

FORUM DLA ZAGŁĘBIA DĄBROWSKIEGO składa podziękowania Prezesowi Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej, panu Sławomirowi Święch, za udostępnienie nam odpowiedniego pomieszczenia w SDK "ODEON" celem odbycia Walnego Zgromadzenia.

Likwidacja wieży szybowej KWK Niwka-Modrzejów

http://www.e-sosnowiec.pl...t_glo=516&num=4

i jest wyjaśnienie!
i ciekawostka o rozmowach o reaktywacji kopalni:

Wizja parku naukowo technologicznego oddala się

W tym tygodniu zakończył się demontaż wieży wyciągowej szybu w dawnej kopalni "Niwka-Modrzejów". Dla setek górników z dzielnicy Niwka był to symbol, dziś nie ma już po nim śladu.
Według nich zlikwidowano symbol 200-letniej górniczej przeszłości Niwki. Pozostały jeszcze budynki, które w większości są zdewastowane. W przyszłości ma tam powstać park naukowo-technologiczny i choć mówi się o tym od lat, to wciąż nie wiadomo, kiedy to się stanie.

Właścicielem wieży wyciągowej jest Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Jej pracownicy tłumaczą likwidację wieży względami bezpieczeństwa. Według nich jej stan techniczny był już niedopuszczalny. Nie wierzy w to Zygmunt Witkowski, radny i wieloletni pracownik kopalni Niwka-Modrzejów.

- Przecież takie konstrukcje były przewidziane na dziesiątki lat. Według mnie wieżę wystarczyło czasami pomalować, a wtedy zachowałby się przynajmniej symbol ważny dla naszej dzielnicy. Przecież takie wieże są zagospodarowywane na różne ciekawe sposoby. Najlepszym przykładem tego są Katowice - mówi Zygmunt Witkowski. - Najprawdopodobniej miasto przejęło by tę wieżę, ale SRK chciała za to dużych pieniędzy.

W mieście pozostała teraz już tylko jedna nieczynna wieża wyciągowa. Stoi na terenie dawnej kopalni Sosnowiec. Właścicielem szybu jest prywatny inwestor, który chce tam stworzyć centrum wspinaczkowe.

Teren po dawnej kopalni Niwka-Modrzejów jest podzielony pomiędzy gminę a Spółkę Restrukturyzacji Kopalń. O tym, że na terenie gminnym ma powstać park naukowo technologiczny mówi się od lat.

- Wątpię w to, że on w ogóle powstanie. Po pierwsze nie ma w pobliżu zaplecza naukowego. Z pobliskiego budynku przy ulicy Wojska Polskiego wyprowadziła się filia Politechniki Śląskiej. Nie ma już również oddziału Wyższej Szkoły Mechatroniki - tłumaczy radny Witkowski. - Po drugie wiem, że gmina prowadzi z niemieckim inwestorem rozmowy o reaktywacji kopalni. Inwestor stawia warunek zagospodarowania pokopalnianych budynków. Gdyby tak się stało, nie byłoby wtedy miejsca na park naukowo-technologiczny.

Gdyby doszło do reaktywacji Niwki-Modrzejów to powstałyby nowe miejsca pracy, gmina zarobiłaby na opłatach eksploatacyjnych i podatkach, ponieważ tereny, gdzie stoją potrzebne do eksploatacji budynki należą właśnie do miasta. (...)

Sebastian Reńca

POLSKA Dziennik Zachodni

Noworodek miał we krwi 1,2 promila alkoholu

Lekarze z Centrum Pediatrii im. Jana Pawła II w Sosnowcu walczą o życie chłopca, który urodził się w jednym z zabrzańskich szpitali... kompletnie pijany. Dwanaście godzin po przyjściu na świat, chłopczyk miał we krwi 1,2 promila alkoholu. O sprawie pisze "Dziennik Zachodni".
Matka podczas porodu znajdowała się w stanie upojenia alkoholowego. To jej siódme dziecko. Maluszek, którego waga urodzeniowa wynosiła 2480 gramów, nie ma jeszcze imienia. Został natychmiast przetransportowany na Oddział Intensywnej Opieki Medycznej sosnowieckiego szpitala i znalazł się w podgrzewanym inkubatorze. Oddycha samodzielnie, ale jego stan jest bardzo ciężki.

"Chłopczyk urodził się w stanie ciężkim" - wyjaśnia ordynator OIOM-u dr Aleksandra Kowalczyk. Dostał tylko jeden punkt w skali Apgar. Ta 10-stopniowa skala określa stan zdrowia noworodka. Oceniane są m.in. odruchy, napięcie mięśni, kolor skóry.

"Chłopczyk zaraz po przyjściu na świat był reanimowany" - wyjaśnia dr Kowalczyk. "Miał pojedyncze uderzenia serca. Ponieważ lekarze wiedzieli, że urodziła go pijana matka, postanowili zbadać poziom stężenia alkoholu we krwi dziecka. Wyniki tych badań ich po prostu przeraziły. Jeśli miał 1,2 promila po 12 godzinach od przyjścia na świat, to znaczy, że zaraz po urodzeniu musiał mieć więcej. Był pijany jeszcze zanim się urodził" - dodaje rozmówczyni gazety.

"Stężenie alkoholu we krwi jest uzależnione od wielu czynników, w tym od masy ciała. Poziom alkoholu u tego biednego malca był tak wysoki, jakby chłopczyk znajdował się po wypiciu czterech piw lub jednej butelki wina" - ocenia lekarz zajmujący się odtruwaniem alkoholików i wszywaniem esperalu.

Chłopczyk ma już stwierdzone zaburzenia neurologiczne i opiekujący się nim lekarze podejrzewają u niego płodowy zespół alkoholowy, czyli FAS, wiążący się z wieloma problemami zdrowotnymi, w tym trwałym uszkodzeniem mózgu.

"Dziennik Zachodni" przytacza badania sopockiej Pracowni Badań Społecznych, z których wynika, że do picia alkoholu w ciąży przyznaje się ponad 30 proc. Polek.

źródło: gazeta.pl

Gdyby to nie było siódme dziecko, to by mnie to zdziwiło... Patologia jest jednak wszędzie

 

Kolejka Linowa Elka

Sprawa „Elki” stanęła na sejmiku

Co będzie z „Elką”? Tego na razie nie wie nikt.

Nasz sobotni artykuł na temat tragicznego stanu kolejki "Elka" w chorzowskim WPKiW wywołał spore zamieszanie. Ta sprawa była omawiana podczas wczorajszego sejmiku woj. śląskiego.

- Teraz już na dobre ruszyły poszukiwania pieniędzy, które mogą uratować "Elkę" - powiedział nam po debacie Andrzej Włoszek, prezes WPKiW.

Ze wstępnych szacunków wynika, że generalny remont kolejki pochłonąłby 10 mln zł. Wybudowanie nowej, o czym mówi się coraz głośniej, kosztowałoby 30 mln zł.

Wczoraj do chorzowskiego parku po raz drugi przyjechali specjaliści z katedry transportu linowego krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej. Przygotowują ekspertyzę dla katowickiego oddziału terenowego Transportowego Dozoru Technicznego. Ten ma zdecydować, czy można dopuścić kolejkę do ruchu.

- Nie sądzę jednak, żeby ogólna, bardzo zła, ocena stanu technicznego "Elki" uległa zmianie - uważa prof. Marian Wójcik z AGH.

Krakowianie zapowiedzieli kolejne wizyty w Chorzowie i obiecali zrobić wszystko, by "Elka" jednak w tym roku ruszyła. - W terminie raczej się nie zmieścimy, ale jest szansa na uratowanie kolejki - mówi Włoszek. - Dzisiaj nie można jednak obiecać, czy całej, czy tylko jej części.

Na ten temat wypowiedzieli się także internauci:

"ślązak": To najwspanialsza atrakcja WPKiW. Żadne gondole nie zastąpią romantycznej przejażdżki nad parkiem na otwartej przestrzeni. Wyremontować, co trzeba, i zostawić, niech ludziom służy.

"widokówka": Tą kolejką można spokojnie, po cichutku sobie zwiedzać piękne tereny parku.

"Anka Siem-ce": Dlaczego jej nie wyremontujecie?! Skoro aż tak bardzo zależy wam na pieniądzach, to koszt remontu będzie dużo niższy od budowania nowej kolejki!

"Paweł Ptak Sosnowiec": Nie dajcie się wpędzić w zachodnią tandetę. Nie pozwólcie, żeby wkoło był tylko plastik i szkło. Ta kolejka to dzieciństwo milionów Polaków!

(mit) - Dziennik Zachodni

997 i 986

F16 - trefna wódka, która może zabijać

Śląscy policjanci poszukują producentów trefnego alkoholu , który może być przyczyną śmierci kilku osób.
Skład specyfiku to spirytus techniczny z rejonu rosyjskiego Kaliningradu, a do tego miarka rozpuszczalnika lub podpałki do grilla - ta diabelska mieszanka to "F16" najnowszy wynalazek alkoholowego podziemia w Chorzowie.

Pół litra tego niebezpiecznego trunku kosztuje od 5 do 6 złotych i właśnie atrakcyjna cena jest głównym wabikiem dla amatorów taniej wódki.
F16 jest popularny wśród pijaków ze społecznych nizin.
Ich stopień uzależnienia jest tak duży, że nie przykładają żadnej wagi do jakości wypijanego alkoholu. Liczy się przede wszystkim jego moc.

W przypadku F16 rolę dopalacza spełnia rozpuszczalnik. Ma on właściwości narkotyczne - silnie odurza.

Miejska Komisja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Chorzowie alarmuje - spożycie F16 może skończyć się śmiercią.

- Znam takie przypadki z relacji odwiedzających mnie żon i matek zmarłych ostatnio mężczyzn. Nie ma jednak dokładnej statystyki, bo zgony w takich środowiskach nie są niestety czymś wyjątkowym - mówi Bogusław Przybylski, przewodniczący Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych w Chorzowie.

- Podczas ostatniego plenarnego posiedzenia Komisji omawialiśmy ten niezwykle poważny problem i sformułowaliśmy wniosek, by policja zajęła się tymi doniesieniami, a na dodatek poinformowaliśmy, gdzie można F16 nabyć - mówi Bogusław Przybylski.

- Badamy tę sprawę - przyznaje młodszy aspirant Małgorzata Bilik, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie.- Sama prowadzę kilka dochodzeń dotyczących zgonów związanych ze spożyciem alkoholu na terenie miasta. Na tym etapie nie można jednak uznać, iż doszło do zatrucia tym specyfikiem. Gdy zabezpieczymy trunek z pewnością zostanie dokładnie zbadany jego skład chemiczny.

F16 ma piorunujące działanie.
- Z relacji degustatorów wiem, że niemal natychmiast pojawiają się problemy ze wzrokiem, obraz rozmywa się - wylicza Bogusław Przybylski. - Dochodzi do nieodwracalnego uszkodzenia układu nerwowego, zaburzenia równowagi.

- Doszły do nas informacje na temat F16, a swego czasu nawet zjawił się pacjent, który podejrzewał, iż spożył taki właśnie trunek, ale badania tego nie wykazały - mówi dr Anna Hom ordynator Oddziału Toksykologii i Zatruć Instytutu Medycyny Pracy w Sosnowcu.

- Aby stwierdzić jak jest szkodliwa ta trefna wódka trzeba zbadać jej skład. Należy dodać, że zarówno spożycie spirytusu technicznego jak spożywczego może dać ten sam efekt. Wszystko zależy do tego jak długo i często dany człowiek pije alkohol - mówi doktor Anna Hom.

Agata Pustułka - POLSKA Dziennik Zachodni

Powstańczy krzyż obok źródełka

Powstańczy krzyż
( Ryszard Parka - Dziennik Zachodni )

Krzyż to pamiątka po po­wstaniu styczniowym na ziemiach polskich. Wieść o jego wybuchu 22 stycznia 1863 roku szybko dotarła na Śląsk i do My­słowic. Nocą z 6 na 7 lutego powstańczy oddział Teodora Cieszkowskiego zaatakował dworzec kolejowy w Sosnowcu. Powstańcy zdobyli tam wojskową kasę, broń i amunicję. - Prusacy obawiając się przenika­nia powstańców na swoje tery­torium postanowili uszczelnić granicę, w tym celu do pilnowania mostu modrzejowskiego i granicy ściągnięto ułanów z Gliwic i piechotę z Koźla - mó­wi dr Helena Witecka.

Obawy zaborców nie były bezpodstawne. W Mysłowicach szybko pojawiły się ulotki Rzą­du Narodowego. Mysłowiczanie mimo zakazu wy­chodzili nad Przemszę. Wielu usiłowało sforsować graniczne rzeki oraz granicę austriacką. Chcieli dołączyć do oddziałów powstańczych. W mieście pojawiły się nawet portrety jednego z przywódców powstania - gen. Mariana Langiewicza. Prusa­cy aresztowali ekspedytora kolejowego Schremmera, który roz­prowadzał powstańcze ulotki. W tym czasie w Mysłowicach działał mieszkający w Brzezince agent Rządu Narodowego, Aleksander Mierowski. To on organizował przerzut broni ze Śląska na tereny Królestwa Polskiego. Broń i amunicję zgromadzono w suterenie dworca kolejowego w Mysłowicach. Stąd mia­no ją przerzucić do Szczakowej. Niestety akcja się nie powiodła. Prusacy przeprowadzili rewizję i odkryli 100 przygotowanych dla powstańców karabinów. W mieszkaniu Mierowskiego zna­leziono dowody na jego udział w przemycie broni. W czasie po­licyjnej akcji zginęło kilku po­wstańców. Pochowano ich na brzegu rzeki (przed jej regula­cją). W miejscu ich pochówku, według relacji mysłowiczan, po­stawiono krzyż, który potem stał się miejscem odwiedzanym przez procesje w dni krzyżowe.

Tofik dnia Sob 18:30, 11 Kwi 2009, w całości zmieniany 1 raz

Służba zdrowia

W szpitalach kadrowe zabiegi
( Dziennik Zachodni, Krzysztof P. Bąk, Justyna Przybytek )

Władze Mysłowic zmieniły uchwaloną niedawno koncepcję przekształcenia obydwu miejskich szpitali. Miały zostać formalnie zlikwidowane, a ich zadania przejąć miejska spółka zarządzająca niepublicznym zakładem.

Od wczoraj wiadomo, że spółka powstanie, ale zlikwidowany zostanie tylko jeden szpital.

Szpital nr 2 im. Tadeusza Boczonia z nową dyrektorką ma za to walczyć o lepszy kontrakt z NFZ, otwarcie nowych oddziałów i wyjście z długów. Takie zadanie przed Mirellą Mac, która na kierowniczym stanowisku zastąpiła Karola Zakrzowskiego, postawił prezydent Mysłowic.

Znalazłem osobę, która moim zdaniem ma spore szanse, by nam pomóc - mówi Grzegorz Osyra.

Sama Mac, prawniczka wcześniej pracująca m.in. w ośrodku rehabilitacyjnym w Reptach i Szpitalu Św. Barbary w Sosnowcu, wyjaśnia, że chce otworzyć w szpitalu oddział gastroenterologiczny (wysoko płatne procedury), pracownię rezonansu magnetycznego i dzięki pożyczkom z funduszu ochrony środowiska wykonać termomoder-nizację budynku. - Chcę wyprowadzić ten szpital na prostą - deklaruje Mirella Mac.

To zadanie nie będzie łatwe, ponieważ "dwójka" przy ok. 13-milionowym kontrakcie ma ponad 7 mln zł długu.

Nadal dramatyczna jest też sytuacja Szpitala Powiatowego w Świętochłowicach. Chociaż dyrektor Piotr Nowak zwołał wczoraj konferencję, niewiele na niej powiedział. - Będziemy dalej realizować plan naprawczy - oznajmił dziennikarzom. Przypomnijmy. W poniedziałek z pracy w szpitalu zrezygnowało piętnastu lekarzy.

W sumie wypowiedzenia ma zamiar złożyć jeszcze dziewięciu medyków. Z końcem października na oddziałach zabraknie 26 lekarzy. To według nich oznacza koniec szpitala. Wypowiedzenia to efekt braku porozumienia między dyrekcją, a medykami. Pierwsi oskarżają zarząd o niekompetencję. Dyrektor odpowiada, że o zastrzeżeniach drugiej strony nie słyszał wcześniej, a szpital funkcjonuje prawidłowo.

Służba zdrowia

W Szpitalu nr 2 wielkie sprzątanie
( kpb, POLSKA Dziennik Zachodni )

Niezłożenie oświadczenia majątkowego w terminie - to oficjalny powód odwołania Mirelli Mac ze stanowiska dyrektorki Szpitala nr 2. Takie uzasadnienie swojej decyzji prezydent podał w czasie posiedzenia Komisji Zdrowia mysłowickiej Rady Miasta. Członkowie tego ciała obradowali w ubiegły piątek. Wcześniej Osyra nie chciał wyjaśnić dlaczego podjął taką decyzję. Tłumaczył, że ma do tego prawo.

Do pracy wrócili już zwolnieni przez byłą dyrektorkę "dwójki" lekarze - ordynator oddziału wewnętrznego oraz szef mysłowickiego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy - dr Wiesław Jurkowski. W pierwszym przypadku, jak tłumaczy dr Piotr Drenda, nowy dyrektor lecznicy, musiał cofnąć wypowiedzenie, ponieważ zostało wydane bezprawnie. - Ordynator był w tym czasie na zwolnieniu lekarskim - tłumaczy Piotr Drenda.

O tym, że swoją rezygnację wycofał również dr Paweł Lorek, zastępca dyrektora szpitala, informowaliśmy już przed tygodniem.

Od dwóch tygodni w szpitalu funkcjonują już ostre dyżury. Działają również uszkodzone w czasie nawałnicy sterylizatory. - Mamy potwierdzenie firmy, która je uruchamiała, że są sprawne. Na wypadek awarii podpisaliśmy umowy z innymi szpitalami. Z mysłowicką "jedynką" i szpitalem w Sosnowcu - informuje dyrektor.

Od ubiegłego tygodnia w szpitalu przyglądają się wszystkim decyzjom podjętym przez Mac. - Cofnęliśmy pewne zamówienia, ponieważ ich wartość znacznie przekraczała kwoty, do których można zlecać zakupy z tzw. wolnej ręki. Przyglądamy się delegacjom, umowom i fakturom. Wszystko to znajdzie się w sprawozdaniu, które złożymy w Urzędzie Miejskim.

Teraz jego zdaniem, trzeba się skupić na przygotowaniu do negocjacji z Narodowym Funduszem Zdrowia i walki o nowy, lepszy niż do tej pory kontrakt. Trzeba również, jak mówi Drenda, stworzyć realną wizję rozwoju placówki oraz... zmobilizować wszystkich do działań, które sprawią, że dług lecznicy nie będzie narastał w tempie takim jak obecnie. Czy to oznacza, że nowy dyrektor przystąpi do renegocjacji wysokich uposażeń lekarzy? - Na razie renegocjacje, a później zaoferowanie takich, które nie będą aż tak obciążające dla zakładu. Sądzę, że to się uda - zapewnia dr Drenda.

Tofik dnia Pią 21:00, 05 Wrz 2008, w całości zmieniany 2 razy

Likwidacja wieży szybowej KWK Niwka-Modrzejów

http://www.e-sosnowiec.pl...t_glo=516&num=4

i jest wyjaśnienie!
i ciekawostka o rozmowach o reaktywacji kopalni:

Wizja parku naukowo technologicznego oddala się

W tym tygodniu zakończył się demontaż wieży wyciągowej szybu w dawnej kopalni "Niwka-Modrzejów". Dla setek górników z dzielnicy Niwka był to symbol, dziś nie ma już po nim śladu.
Według nich zlikwidowano symbol 200-letniej górniczej przeszłości Niwki. Pozostały jeszcze budynki, które w większości są zdewastowane. W przyszłości ma tam powstać park naukowo-technologiczny i choć mówi się o tym od lat, to wciąż nie wiadomo, kiedy to się stanie.

Właścicielem wieży wyciągowej jest Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Jej pracownicy tłumaczą likwidację wieży względami bezpieczeństwa. Według nich jej stan techniczny był już niedopuszczalny. Nie wierzy w to Zygmunt Witkowski, radny i wieloletni pracownik kopalni Niwka-Modrzejów.

- Przecież takie konstrukcje były przewidziane na dziesiątki lat. Według mnie wieżę wystarczyło czasami pomalować, a wtedy zachowałby się przynajmniej symbol ważny dla naszej dzielnicy. Przecież takie wieże są zagospodarowywane na różne ciekawe sposoby. Najlepszym przykładem tego są Katowice - mówi Zygmunt Witkowski. - Najprawdopodobniej miasto przejęło by tę wieżę, ale SRK chciała za to dużych pieniędzy.

W mieście pozostała teraz już tylko jedna nieczynna wieża wyciągowa. Stoi na terenie dawnej kopalni Sosnowiec. Właścicielem szybu jest prywatny inwestor, który chce tam stworzyć centrum wspinaczkowe.

Teren po dawnej kopalni Niwka-Modrzejów jest podzielony pomiędzy gminę a Spółkę Restrukturyzacji Kopalń. O tym, że na terenie gminnym ma powstać park naukowo technologiczny mówi się od lat.

- Wątpię w to, że on w ogóle powstanie. Po pierwsze nie ma w pobliżu zaplecza naukowego. Z pobliskiego budynku przy ulicy Wojska Polskiego wyprowadziła się filia Politechniki Śląskiej. Nie ma już również oddziału Wyższej Szkoły Mechatroniki - tłumaczy radny Witkowski. - Po drugie wiem, że gmina prowadzi z niemieckim inwestorem rozmowy o reaktywacji kopalni. Inwestor stawia warunek zagospodarowania pokopalnianych budynków. Gdyby tak się stało, nie byłoby wtedy miejsca na park naukowo-technologiczny.

Gdyby doszło do reaktywacji Niwki-Modrzejów to powstałyby nowe miejsca pracy, gmina zarobiłaby na opłatach eksploatacyjnych i podatkach, ponieważ tereny, gdzie stoją potrzebne do eksploatacji budynki należą właśnie do miasta. (...)

Sebastian Reńca

POLSKA Dziennik Zachodni

A jednak i w Zagłębiu też się da....czyli odrobina pozytywów



Wizja powstania parku naukowo technologicznego oddala się
31.10.2008

W tym tygodniu zakończył się demontaż wieży wyciągowej szybu w dawnej kopalni "Niwka-Moidrzejów". Dla setek górników z dzielnicy Niwka był to symbol, dziś nie ma już po nim śladu.

Według nich zlikwidowano symbol 200-letniej górniczej przeszłości Niwki. Pozostały jeszcze budynki, które w większości są zdewastowane. W przyszłości ma tam powstać park naukowo-technologiczny i choć mówi się o tym od lat, to wciąż nie wiadomo, kiedy to się stanie.

Właścicielem wieży wyciągowej jest Spółka Restrukturyzacji Kopalń. Jej pracownicy tłumaczą likwidację wieży względami bezpieczeństwa. Według nich jej stan techniczny był już niedopuszczalny. Nie wierzy w to Zygmunt Witkowski, radny i wieloletni pracownik kopalni Niwka-Modrzejów.

- Przecież takie konstrukcje były przewidziane na dziesiątki lat. Według mnie wieżę wystarczyło czasami pomalować, a wtedy zachowałby się przynajmniej symbol ważny dla naszej dzielnicy. Przecież takie wieże są zagospodarowywane na różne ciekawe sposoby. Najlepszym przykładem tego są Katowice - mówi Zygmunt Witkowski. - Najprawdopodobniej miasto przejęło by tę wieżę, ale SRK chciała za to dużych pieniędzy.

W mieście pozostała teraz już tylko jedna nieczynna wieża wyciągowa. Stoi na terenie dawnej kopalni Sosnowiec. właścicielem szybu jest prywatny inwestor, który chce tam stworzyć centrum wspinaczkowe.

Teren po dawnej kopalni Niwka-Modrzejów jest podzielony pomiędzy gminę a Spółkę Restrukturyzacji Kopalń. O tym, że na terenie gminnym ma powstać park naukowo technologiczny mówi się od lat.

- Wątpię w to, że on w ogóle powstanie. Po pierwsze nie ma w pobliżu zaplecza naukowego. Z pobliskiego budynku przy ulicy Wojska Polskiego wyprowadziła się filia Politechniki Śląskiej. Nie ma już również oddziału Wyższej Szkoły Mechatroniki - tłumaczy radny Witkowski. - Po drugie wiem, że gmina prowadzi z niemieckim inwestorem rozmowy o reaktywacji kopalni. Inwestor stawia warunek zagospodarowania pokopalnianych budynków. Gdyby tak się stało, nie byłoby wtedy miejsca na park naukowo-technologiczny.

Gdyby doszło do reaktywacji Niwki-Modrzejów to powstałyby nowe miejsca pracy, gmina zarobiłaby na opłatach eksploatacyjnych i podatkach, ponieważ tereny, gdzie stoją potrzebne do eksploatacji budynki należą właśnie do miasta.

- To pokazałoby, że decyzja o zamknięciu kopalni, która zapadła w 1999 roku, była delikatnie mówiąc nietrafna - mówi jeden z górników.

Sebastian Reńca - POLSKA Dziennik Zachodni

[pr] Komu prze szkadzała trasa 106 ?

Za: www.sosnowiec.info.pl
Artykuł pochodzi z "Dziennika Zachodniego" (z 02.09.2004)

"Komu przeszkadzała trasa 106?"

Wczoraj zmieniono trasę przejazdu linii autobusowej 106, kursującej z
zajezdni w Zagórzu do Mysłowic. Teraz autobus nie jeździ już do
kopalni "Wesoła" w Mysłowicach, w której pracuje wielu sosnowiczan.

Taką decyzję podjęła dyrekcja KZK GOP. Nie zgadzają się z tym nie
tylko mieszkańcy Sosnowca, ale i Mysłowic. Stracili bezpośredni dojazd
do miejsca pracy.
- Domagamy się pozostawienia kursu linii 106. To optymalny i jedyny
środek komunikacji miejskiej z obrzeży miasta do kopalni - mówi Józef
Madowicz. Podobnego zdania są jego koledzy. Pismo do KZK GOP podpisało
kilkadziesiąt osób z obu miast. - Prezydent Mysłowic zlikwidował linię
autobusową, tłumacząc, że jest niedochodowa - mówią oburzeni.
Pracowników kopalni popiera związek zawodowy Sierpień 80.

Władze KZK GOP twierdzą, że reorganizacja komunikacji miejskiej
związana jest z postulatami z Mysłowic. - Wszystkie zmiany wprowadzone
zostały na wniosek mieszkańców, rad osiedlowych i władz Mysłowic.
Postulowano o nie przez dwa lata - twierdzi Grzegorz Rutkowski,
inspektor oddziału organizacji przewozów KZK GOP.

- Nie chodzi o to, że linie są niedochodowe. Wystąpiliśmy z wnioskiem,
by zlikwidować linię 675, która miała 6 kursów dziennie. Tę linię
zastąpiono linią 106. Zdajemy sobie sprawę z tego, że to skomplikowało
sprawę mieszkańcom Sosnowca. Ale za to trasa autobusu 160 została
wydłużona, o co postulowali mieszkańcy Niwki. Wszystkim nie da się
dogodzić. Jeżeli wpłynie do nas jakiś wniosek w sprawie linii 106, na
pewno go rozpatrzymy - mówi Marcin Ciepły z Wydziału Rozwoju
Gospodarki Komunalnej i Przedsięwzięć Publicznych UM w Mysłowicach.

- Żeby załagodzić problem i zmniejszyć uniedogodnienia, postanowiono,
że autobus 160, który i tak wyjeżdża z zajezdni w Zagórzu, ale zaczyna
kurs z centrum miasta, pierwszy kurs będzie miał trasą z zajezdni
przez Środulę i dalej do centrum. Wyjedzie o godzinie 4.07, by przed
5.30 być przy kopalni. Podobnie będzie po godzinie 22 - tłumaczy
Grzegorz Rutkowski.

W KZK GOP twierdzą, że inne rozwiązanie nie było możliwe, bo
ucierpiałyby inne mysłowickie dzielnice. Tymczasem mieszkańcy Sosnowca
zwrócili się z prośbą o wsparcie do prezydenta miasta.

Żeby wzbogacić treść załączam wypowiedzi mieszkańców Sosnowca z w/w
strony internetowej:

1) "bass":
chcialbym zauwazyc ze oprocz ludzi ktorzy jezdza do pracy, na wesola
jezdza tez studenci ktorzy studiuja w wyzszej szkole pedagogicznej to
chyba tam beda jezdzic na rowerach albo jeszcze lepiej w na nogach jak
tam z dabrowy gorniczej do katowic jezdzie 7 autobusow( 18, 801 808
811 821 831 807) plus pociag i przewozy to nikomu to nie przeszkadza a
ci co ustalaja likwidacje linii to widac ze nie wiedza jaka jest
przyjemnosc jezdzic autbousem i jeszcze ze perzesiadkoami ;o((((

2) "misiek":
To już przesada. Autobus ten jezdził chyba 10 lat!! Komu to
przeszkadzało!!!! Komu pytam się!!!!!!!!?????

3) "kaja":
bass zgadzam się z stobą 100% nie którzy mają tak prze*** z
przesiadkami że szkoda mówić :( a znajoma jej mąż pracuje w kopalni na
"Wesołej" i to był jedyny bezpośredni dojazd i teraz ciekawe jak
będzie jeżdził do pracy .....

pozdr
Martinek84

Niech wszyscy przeczytają artykuł o ZOZ

Cytat:
Kierująca od półtora tygodnia Szpitalem nr 2 im. Tadeusza Boczonia Mirella Mac ma zostać również dyrektorką Szpitala nr 1 - dowiedziała się nasza gazeta od bliskich współpracowników Grzegorza Osyry. Na razie nikt oficjalnie nie chciał potwierdzić tej informacji.
(...)
Niezależnie od tego, zmiany rozpoczęły się już w "dwójce". We wtorek chirurg, dr Ryszard Antkowiak, który według naszych informacji ma zostać prezesem nowej miejskiej spółki prowadzącej Szpital nr 1, został pełnomocnikiem ds. restrukturyzacji w Szpitalu nr 1. - To bardzo kompetentna osoba - chwali go Mirella Mac. - Cieszę się, że wspólnie będziemy mogli pomóc mysłowickim szpitalom wyjść na prostą.We wtorek prezydent Grzegorz Osyra przedstawił załodze nową dyrektorkę Szpitala nr 2. Została nią Mirella Mac. Na stanowisku zastąpiła Karola Zakrzowskiego, który "dwójką" kierował od blisko ośmiu lat, czyli od chwili utworzenia lecznicy. - Zrezygnowałem z przyczyn osobistych - wyjaśnia Zakrzowski.
Gdyby władze nowej spółki miałyby być powoływane już dzisiaj, to jej prezesem zostałby Ryszard Antkowiak, chirurg współpracujący z mysłowickimi szpitalami. Nominację na jego zastępcę odebrałby... Karol Zakrzowski.
(...)
Mirella Mac to młoda menedżerka. - Z wykształcenia jestem prawnikiem i ekonomistą. Wcześniej pracowałam w Komendzie Stołecznej Policji, w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie, od wielu lat jestem związana z Górnośląskim Centrum Rehabilitacji w Reptach, pracowałam w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Katowicach oraz Szpitalu św. Barbary w Sosnowcu - wylicza Mirella Mac.
W Bytomiu jest również wspólniczką w kancelarii prawniczej. Jak zapewnia, cała jej uwaga w tej chwili skupi się na wyprowadzeniu mysłowickiej "dwójki" na prostą. A musi walczyć m.in. liczącym ponad 7 mln zł zadłużeniem, które według przedłożonych niedawno na sesji Rady Miasta sprawozdań zwiększa się w tempie ok. 900 tys. zł na miesiąc. To efekt między innymi podwyżek dla lekarzy, które nie znalazły pokrycia w zwiększonym kontrakcie z Narodowym Funduszem Zdrowia.
(...)
Miała być szansą i nadzieją "dwójki" na dużo lepszy niż do tej pory byt, na pozbycie się długów, rozbudowę i zakontraktowanie nowych świadczeń medycznych. Odchodzi jako niechciana przez urzędników i lekarzy, rozsierdzonych zwolnieniami i kontestujących jej plany.
Po pięciu tygodniach urzędowania prezydent Mysłowic odwołał Mirellę Mac z funkcji dyrektora Szpitala nr 2 w Mysłowicach. Swoje stanowisko dyrektorka straciła w poniedziałek tuż po godz. 15. O tym, że Grzegorz Osyra ją odwoła, było wiadomo od kilku godzin. Wtedy jego gabinet odwiedziło trzech lekarzy ze Szpitala nr 2: Paweł Lorek (wicedyrektor szpitala), Witold Obrzut (ordynator oddziału rehabilitacji) i Michał Bula (pracujący na oddziale wewnętrznym). Dali Grzegorzowi Osyrze argumenty za jej odwołaniem. Według naszych informatorów z magistratu u Osyry zjawił się również chirurg Krzysztof Gorbacz, ale nie zdołał odwieść prezydenta od tego zamiaru.
(...)
Mirella Mac kierowała mysłowicką "dwójką" od 22 lipca. W rozmowie z PDZ mówi, że żałuje, że odwołano ją w trudnym dla szpitala czasie, po zalaniu przez nawałnicę, gdy starała się przywrócić normalność. - Domyślam się, że odwołano mnie za naruszenie funkcjonującego od lat układu, który doprowadził ten szpital na skraj bankructwa - twierdzi Mac. - Bez względu na reakcję personelu, który chciał występować w mojej obronie, dla mnie możliwości współpracy się skończyły. Nie znalazłam w tym mieście partnerów do zarządzania szpitalem. Wszystkie zapewnienia Osyry o wolnej ręce w wyciągnięciu tego szpitala na prostą okazały się nic niewarte - dodaje.
(...)
W czasie urzędowania Mac pracę stracił kolejny lekarz Piotr Drenda. Najpierw zwolnił ordynaturę chirurgii dla Ryszarda Antkowiaka (był również pełnomocnikiem ds. restrukturyzacji szpitala) i objął funkcję dyrektora ds. lecznictwa. Kilka dni póżniej został odwołany z tej funkcji. - Został zwolniony za słabe zdolności organizacyjne i mobbing wobec pracowników - wyjaśnia Mac.


Zprasiu! Z którego roku jest ten artykuł?

Wypadałoby, Zprasiu, podać autora artykułu, nazwę gazety z której go zerżnąłeś, data wydania gazety, oczywiście - łącze do artykułu - także!!! Starajmy się zachować na tym forum dotychczasowy wysoki poziom. Nie kierujmy się emocjami!
Cytat: POLSKA Dziennik Zachodni
Mirella Mac ma kierować obydwoma mysłowickimi lecznicami
01.08.2008

Weekend z kielichem i samochodem

Kolejny pijany za kierownicą.... Żeby było bardziej absurdalnie,staranował ekipę karetki pogotowia,która udzielała pomocy innemu pijanemu....

***

Pijany kierowca wjechał w karetkę pogotowia

W sobotę około godz. 22 dotarli karetką na ulicę Charlesa de Gaulle'a w Zabrzu. Mieli pomóc mężczyźnie, który leżał na chodniku. Kiedy wnosili go do karetki - jak się okazało, był pijany - wjechał w nich polonez. Za kierownicą też siedział pijak.
Andrzej Pióro i pielęgniarka Agnieszka Szczypka przeglądają wyniki badań rannego.

Kierowca karetki pogotowia z obrażeniami nóg, a pielęgniarka z ogólnymi obrażeniami ciała i w stanie szoku trafili do Szpitala Rejonowego przy ul. Zamkowej w Zabrzu. W najcięższym stanie był lekarz. W nocy z soboty na niedzielę przeszedł dwie skomplikowane operacje na Oddziale Neurochirurgicznym Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu. Teraz leży na intensywnej terapii.

- Miał uraz czaszki, konieczne było też zespolenie złamanego podudzia. Jest nieprzytomny - w specjalnej śpiączce, która ma pomóc w powrocie do zdrowia. Jego stan jest ciężki, ale stabilny - powiedział nam wczoraj dr Andrzej Pióro, anestezjolog, zastępca dyrektora ds. lecznictwa szpitala św. Barbary.

29-letni Dariusz S., sprawca wypadku, próbował uciec, ale został złapany przez świadków - kilka minut wcześniej przed pobliskim Domem Muzyki i Tańca zakończyła się impreza z cyklu Muzyczne Lato, w której uczestniczyło kilka tysięcy osób.

- Miał ponad 2,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, teraz trzeźwieje w areszcie - stwierdził sierż. sztab. Adam Jachimczak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach. Jest już wniosek o tymczasowe aresztowanie 29-latka. Grozi mu 12 lat więzienia.

Jesteśmy wstrząśnięci. Z niecierpliwością czekamy na jakieś dobre wiadomości. Szczególnie z Sosnowca oczekujemy sygnałów o poprawie stanu zdrowia naszego lekarza - powiedziała nam w niedzielę Marta Greluk, kierownik stacji pogotowia ratunkowego w Zabrzu. Razem z innymi pracownikami pogotowia nie może zrozumieć, jak mogło dojść do tak tragicznego i głupiego wypadku.

W sobotę o godzinie 21.57 dyspozytor zabrzańskiej stacji pogotowia wysłał karetkę z trzyosobową ekipą na skrzyżowanie ulic Wolności i de Gaulle'a. Według relacji wzywającego, na chodniku leżał mężczyzna - jak się później okazało, był pod wpływem alkoholu. Kiedy pielęgniarka, lekarz i kierowca wkładali do pojazdu nosze z pacjentem - z całym impetem w tył karetki uderzył polonez. Jego kierowca - 29-letni zabrzanin Dariusz S. - próbował uciec. Zatrzymali go wstrząśnięci przechodnie, którzy także zaalarmowali policję. Mimo późnej pory, w tej okolicy było bardzo wiele osób, kilka minut przed godz. 22. przed Domem Muzyki i Tańca przy ul. de Gaulle'a w Zabrzu zakończył się bowiem koncert In-Grid, która wystąpiła w ramach Muzycznego Lata. W plenerowej imprezie wzięło udział kilka tysięcy osób. Niewykluczone, że mężczyzna, do którego pojechało pogotowie wracał właśnie z koncertu. Pijany kierowca nie odniósł żadnych dodatkowych obrażeń. Szczęścia nie mieli natomiast ratownicy. 31-letnia pielęgniarka z ogólnymi obrażeniami i 49-letni kierowca ze złamaniem nogi trafili do Szpitala Rejonowego przy ulicy Zamkowej w Zabrzu. W najcięższym stanie jest 40-letni lekarz. Całą noc operowali go neurochirurdzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu. Pielęgniarka, którą siła uderzenia odrzuciła na chodnik kilka metrów od karetki, zachowała zimną krew - zaalarmowała dyspozytornię pogotowia i udzieliła pierwszej pomocy lekarzowi.

Jak nam wczoraj powiedział dr Andrzej Pióro, anestezjolog, zastępca dyrektora ds. lecznictwa WSS w Sosnowcu, stan poszkodowanego w wypadku lekarza jest poważny, ale stabilny. Przeszedł między innymi operację czaszki i podudzia, ma też wiele innych urazów i ogólne obrażenia ciała. Teraz pacjent utrzymywany jest w śpiączce, która ma pomóc mu w powrocie do zdrowia.

- Stan rannego jest poważny - mówił dr Pióro.

Konsekwencji nie uniknie 29-latek, który pijany usiadł za kierownicą poloneza. W wydychanym powietrzu miał 2,2 promila alkoholu. Teraz przebywa w policyjnej izbie zatrzymań. Kiedy wytrzeźwieje, postawione będą mu zarzuty.

- Odpowie nie tylko za jazdę po pijanemu i spowodowanie wypadku, ale też za usiłowanie ucieczki z miejsca zdarzenia. Za to przestępstwo może mu grozić do 12 lat więzienia - mówi sierż. sztab. Adam Jachimczak z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach.

Pijane drogi

Tylko w czerwcu i lipcu tego roku w woj. śląskim policja zatrzymała 3282 osoby, które kierowały po spożyciu alkoholu.
12 z nich trafiło do aresztu, wobec 180 zastosowano dozór policyjny.
109 zatrzymanych musiało wpłacić kaucje w łącznej kwocie 187 tys. zł.
Według danych śląskiej policji, w czerwcu i lipcu tego roku 211 osobom zabezpieczono na poczet przyszłych kar mienie o wartości ponad 1,1 mln zł.

Marzena Puchała - Dziennik Zachodni

Likwidacja czeladzkiej ginekologii

Zniknie kolejny szpitalny oddział
dziś
Będzińscy radni poparli wczoraj uchwałę Rady Powiatu o likwidacji oddziału ginekologicznego w szpitalu w Czeladzi. Jeśli zgodzą się z tym także radni Czeladzi i Psar, to 31 stycznia przyszłego roku czeladzka ginekologia przestanie istnieć.

Jej zadania ma przejąć oddział ginekologiczno-położniczy w szpitalu będzińskim. Oddział czeladzki ma 25 łóżek, będziński 62. Połączenie oddziałów jednak nie oznacza prostego przewiezienia łóżek po to, by oddział będziński się powiększył. Władze twierdzą, że nie ma takiej potrzeby.

– Decyzja o likwidacji jest konieczna, bo czeladzki oddział już od dłuższego czasu przynosi straty. Pacjentek w Czeladzi przyjmowanych jest 8-9 dziennie, a to oznacza wykorzystanie oddziałowych łóżek w około 40 procentach — mówi Jacek Kołacz, dyrektor PZZOZ.
Gdzie w takim razie rodzą i leczą się czeladzianki? Okazuje się, że na Śląsku.

- W Siemianowicach i Bytomiu. Zwykle w szpitalach, w których pracują ich lekarze prowadzący — mówi dyrektor Kołacz.
Wicestarosta Mariusz Kozłowski uspokaja, że likwidacja oddziału nie oznacza zwolnień personelu.

- Nikt nie straci pracy. Osoby te przejdą do oddziału w Będzinie. Także sprzęt, który mamy w Czeladzi, zostanie zagospodarowany — zapewnia wicestarosta.

Oba szpitale działają wspólnie pod egidą Powiatowego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Będzinie i roszady z oddziałami to kolejne działania w ramach przekształceń PZZOZ.
Ginekologia w Zagłębiu nie ma ostatnio szczęścia. Niedawno w sąsiednim Sosnowcu również (na razie na trzy miesiące) opustoszał Oddział Ginekologiczno-Położniczego wraz z Oddziałem Noworodków i Wcześniaków w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym nr 5 w Sosnowcu. W tym przypadku jednak decyzja nie była podyktowana na pewno niską frekwencją.

– Zawieszenie działalności tych oddziałów spowodowane było wymogami bezpieczeństwa. Nie do przyjęcia jest funkcjonowanie szpitala bez awaryjnego źródła energii elektrycznej – tłumaczył wicemarszałek Grzegorz Szpyrka.

Magdalena Nowacka - Dziennik Zachodni

Mam jakieś dziwne wrażenie, ze będzińscy radni chcieliby wszystko w Czeladzi zliwidować - albo przenieść do bedzina. Kiedyś czeladzka porodówka miała świetną opinię - w akcji gazety wyborczej - "rodzić po ludzku" zajęła bardzo wysoką pozycję - ale po co ją utrzymywać - lepiej przenieść do będzinowa - do szpitala, który w mojej pamięci zapisał się syfem, brudem, szczurami i odpadającym tynkiem (nie wiem jak to wygląda teraz, ale opinia moich znajomych jest podobna). Wcale mnie nie dziwi, że czeladzianie wolą rodzić w Siemianowicach - piękny nowy oddział, pojedyncze sale porodowe z łazienkami i pokojami socjalnymi, super opieka - przynajmniej tak bylo 3 lata temu jak rodziła się nasza córcia, teraz też planujemy rodzić tam - zresztą zdecydowanie wolę, żeby moje dzieci miały miejsce urodzenia Siemianowice niż Będzin - który nie wiedzieć czemu jakoś mi nie pasuje choć mam tam sporo ekstra znajomych
A Wasze dzieci gdzie się rodziły lub będą rodzić?

Bliżej Regionów - Ogrodzieniec [DZ]

NaszeMiasto.pl > Zawiercie > Lokalne > Bliżej Regionów - Ogrodzieniec

Bliżej Regionów - Ogrodzieniec

Zespół Wrzos w Izbie Regionalnej, która powstała z okazji 25-lecia jego istnienia.

W 1138 roku Ogrodzieniec znalazł się pod panowaniem Bolesława Krzywoustego. Jego ojciec Władysław Herman podzielił ziemię pomiędzy dwóch synów, ci zaczęli toczyć walki pomiędzy sobą, korzystając z pomocy Czechów i Niemców. Wielokrotnie przeciągały tędy zbrojne oddziały. Panowie na Ogrodzieńcu wykorzystywali położenie miejscowości, za wysokie opłaty każdej stronie dostarczali zapasów żywności dla wojska i koni.

Zamek, gród i kręgielnia

W Podzamczu od lat najbardziej brakowało rynku. Pod koniec ubiegłego roku oddano jednak do użytku Plac Jurajski, na którym do tej pory parkowały samochody. Teraz jest tam centrum Podzamcza. Cały teren wybrukowano kostką, postawiono ławki, wybudowano oczka wodne i fontannę. Na rynku są też tablice informacyjne, z których turyści mogą się dowiedzieć o atrakcjach gminy.

Władze we współpracy z Zespołem Parków Krajobrazowych województwa śląskiego przystąpiły też do rekonstrukcji grodu królewskiego na Górze Birów w Podzamczu. Projekt zakłada m.in. utworzenie szlaku warowni jurajskich. Szlak będzie miał swój początek na Placu Jurajskim. Największą atrakcją będzie jednak rekonstrukcja grodu królewskiego, który ma być stylizowany na drewnianą twierdzę średniowieczną. Tworzyć ją będą budowle mieszkalne, strażnicze i obronne wieże drewniano-skalne. Powstanie wieża strażnicza i obserwacyjna oraz chata mieszkalna. Całość otaczać mają wały ziemne. Przetarg na inwestycję zostanie niebawem rozstrzygnięty.

Mamy bardzo zróżnicowany obszar, który może zainteresować wszystkich: turystów, przedsiębiorców oraz chętnych do zamieszkania - mówi Andrzej Mikulski, burmistrz Ogrodzieńca. - Teren ten jest niezwykły jeszcze z jednego powodu: są na nim widoczne liczne ślady historii z ponad dziesięciu wieków. Góra Birów i zamek to pierwsze wieki państwa Polskiego, po czasach przedwojennych mamy ruiny carskiej fabryki prochu, a z nieodległej historii - linię niemieckich umocnień obronnych (w naszej gminie przebiegała granica pomiędzy Generalną Gubernią i III Rzeszą). Ciekawe tereny do zwiedzania i zamieszkania, to północno-wschodnia część gminy, tereny inwestycyjne to część północno-zachodnia, część południowa gminy, to lasy obfite w swoje bogactwa.

Do niedawna Ogrodzieniec był terenem przemysłowym z kilkoma dużymi fabrykami. Dziś gmina przestawia się na turystykę. Pojawiają się firmy, które chcą inwestować na terenie dawnych zakładów przemysłowych. Przykładem jest inwestycja na terenie po byłej cementowni. W dawnym budynku dyrekcji otwarto nowy kompleks rekreacyjny, sale bankietowe i kręgielnię.

- W jednej części jest sala bankietowa, w drugim skrzydle powstaje hotel, jest już kręgielnia - mówi Bogdan Kaziród, właściciel kręgielni. - Planujemy również budowę kortów tenisowych oraz namiotów, pod którymi rozgrywane były mecze tenisowe w okresie jesienno-zimowym. Teren w chwili przejęcia nie prezentował się zbyt ciekawie, jest dość rozległy, wymagał uporządkowania, a obiekt generalnego remontu.

Wracają do historii

Panie z Koła Gospodyń Wiejskich oraz artyści z zespołu folklorystycznego Wrzos od lat sięgają do historii przodków i odtwarzają scenki z życia swoich babć i dziadków. Bardzo lubiany przez publiczność jest obrzęd wyplatania koszyków z korzeni sosnowych. - W tej scence chcieliśmy pokazać, jak wyglądało życie we wsi - mówi Henryka Pilarczyk, przewodnicząca KGW. - W każdym domu była bieda i dużo dzieci, a produkcją koszyków ludzie zarabiali na życie. Teraz modna jest wiklina, z której dużo szybciej i łatwiej wyplata się sprzęty. Kiedyś wykorzystywało się korzenie sosnowe. Kiedy byliśmy na festiwalu w Kazimierzu, okazało się, że tylko dwie osoby na całą Polskę są zarejestrowane w stowarzyszeniu takich twórców. Uzupełniliśmy wpis o naszych artystów Mariana Ścisłowskiego i Henrykę Żak.

Ostatnio zespół pokazał dawny obrzęd weselne. - Scenka bardzo się spodobała. Otrzymaliśmy pierwszą nagrodę, z której się cieszymy - powiada przewodnicząca koła.

Przywrócić świetność

Swoją siedzibę miała tu poczta, był punkt felczerski i biblioteka. Od kilkunastu lat dworek w Ogrodzieńcu popadał w ruinę. Gmina wystąpiła z wnioskiem o przyznanie funduszy na adaptację i remont zabytku w ramach unijnego programu "Odnowa wsi oraz zachowanie dziedzictwa kulturowego". Wniosek został pozytywnie rozpatrzony, pojawiły się pieniądze. - Remont trwał od maja ubiegłego roku - mówi Paweł Radosz z firmy Probudrem, która prowadziła prace budowlane. - Nasze ekipy praktycznie wszystko musiały wymieniać.

Teraz gmina przygotowuje się do kolejnego przetargu, w którym zostanie wyremontowana druga część budynku. Tam powstanie przychodnia zdrowia. Projekt będzie dofinansowany z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

W budynku będzie kawiarenka internetowa, regionalna izba pamięci i klub sportowy. W przyszłym roku planuje się remont i adaptację poddasza.

Naj, naj, naj

W pobliżu Ogrodzieńca znajduje się wylewisko źródeł rzeki Centuria, której wody zaliczane są do najczystszych w Polsce. W jej otoczeniu zobaczyć można najliczniejsze w Europie stanowisko warzuchy polskiej.

Najstarszy mieszkaniec gminy: pani Anna Piątek ur.12.12.1909 r zam. w Żelazku

Najwyższe miejsce w gminie: Góra Janowskiego - 504m n.p.m

Najstarsza parafia w gminie: Giebło - kościół pochodzi z XIIIw.

Spytaliśmy mieszkańców Ogrodzieńca jak oceniają swoją gminę

Elżbieta Błażkiewicz

Jest bezpiecznie, wszyscy się znamy. Mamy dużo ciekawych terenów, gdzie można aktywnie spędzić czas. Nasza gmina przyciąga turystów. W sezonie odwiedza nas bardzo dużo osób. Nie tylko mieszkańcy czują się tu dobrze, ale również i przyjezdni.

Edyta Stolarska

Latem przyjeżdża do nas bardzo dużo turystów. Robi się ruch, jest tłoczno. Jednak mieszkańcy Podzamcza niewiele z tego mają. Brakuje nam chodnika od Skałki Podzamcza do Morusów. Chciałabym, żeby burmistrz w tym roku nam go zrobił. Teraz trudno się chodzi.

Anna Szczepaniak

Od kilku lat mieszkam w Ogrodzieńcu. Przeniosłam się z Sosnowca. Tu jest bardzo dobry klimat, mili ludzie i piękne okolice. Zachwycam się Ryczowem, gdzie lasy i skałki są najpiękniejsze. Zdrowie powoli wraca do normy. Jest bezpiecznie i spokojnie.

Andrzej Zimoch

Mam mały domek, który sobie powoli remontuję. Każdy, kto tu przyjeżdża, zazdrości mi, że mieszkam w takiej okolicy. Jest pięknie, szczególnie latem: mnóstwo terenów leśnych, pełno grzybów. Żyć, nie umierać!A zamek w Podzamczu to nasza perełka.
Bożena Walasek , (para) - Dziennik Zachodni

Wirusowe Zapalenie Wątroby

Zbigniew Kostrzewski z Kędzierzyna-Koźla leczył się na grypę i na dolegliwości związane z przesileniem wiosennym. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i kierowali go do kolejnych specjalistów. Po prawie dziesięciu latach dowiedział się, że ma HCV, czyli przewlekłe zapalenie wątroby typu C. - Gdzie mógł się zarazić?! - zastanawia się żona pana Zbigniewa. - Zakładano mu szwy po wypadku, usuwano wyrostek robaczkowy, robił badania krwi i chodził do dentysty. Jak wielu z nas.

Podejrzane grono

Joanna Wasielewska o zakażeniu dowiedziała się trzy lata temu w lutym, gdy chciała być dawcą szpiku. - Lekarz rodzinny, który zwykle o chorobie wie niewiele, odsyła do hepatologa. Ten z kolei leczy zachowawczo, bo specjalnym leczeniem zajmują się tylko przyszpitalne poradnie chorób zakaźnych. Aby dostać się do takiej poradni, trzeba stać w długiej kolejce - mówi Joanna.

Na wizytę w poradni hepatologicznej przy chorzowskim Szpitalu Specjalistycznym Śląskiej Akademii Medycznej dostała się dopiero w lipcu. Tam skierowano ją na oddział obserwacyjno-zakaźny, bo trzeba wykonać specjalistyczne badania. Pacjent ustawia się w następnej kolejce. Ale ona miała szczęście - jej organizm sam pokonał wirusa, choć to zdarza się wyjątkowo. Dziś jest w gronie przedstawicieli generalnych Stowarzyszenia Pomocy Chorym z HCV Prometeusze na województwo śląskie. Podaje swoje imię i nazwisko, bo nie jest chora.

Lecz jej koleżanka nie chce się przedstawiać, ponieważ ciągle walczy z wirusem. - Brak wiedzy na temat HCV prowadzi do izolacji zakażonych. Czujemy się odcięci od świata, a to źle wpływa na naszą psychikę, odsuwają się od nas znajomi. A przecież nie zarazimy nikogo przez podanie ręki - mówi nosicielka wirusa.

Pacjent z piętnem

Joanna pamięta, że na jej karcie zdrowia u lekarza rodzinnego wielkimi czerwonymi literami zrobiono adnotację: "HCV plus".

- Dzwonią do nas zrozpaczone kobiety, które nie chce zbadać ginekolog, bo mają HCV. A ten ginekolog nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę przyjmie kogoś, kto również może być zakażony, tylko o tym nie wie - mówi Joanna. - Ci sami ludzie ze służby zdrowia, którzy w 60-70 procentach zarażają pacjentów, potem traktują ich jak trędowatych.

W Poradni Hepatologicznej Szpitala Specjalistycznego w Chorzowie leczy się najwięcej zakażonych wirusem HCV na Śląsku. Na razie nie są przyjmowani nowi chorzy, bo nie ma pieniędzy na ich leczenie. W tej chwili w kolejce na zdiagnozowanie czeka ponad 200 osób. Do lekarza dostaną się dopiero w 2007 roku. Potem trafią do kolejki oczekujących przyjęcia na oddział. Podobna grupa chorych, już zdiagnozowanych, czeka na leczenie przeciwwirusowe.

Za co leczyć?

W czerwcu pacjenci napisali list do dyrektora Śląskiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. W odpowiedzi przeczytali, że zwiększenie wartości zakontraktowanych umów będzie możliwe dopiero po zmianie planu finansowego. W maju - w wyniku renegocjacji - wartość kontraktu została zwiększona. - To kropla w morzu potrzeb - komentuje sytuację dr Ewa Janczewska-Kazek, kierowniczka Poradni Hepatologicznej chorzowskiego szpitala. - Z powodu błędnie wycenionych przez NFZ procedur, nie są w tym roku leczone dzieci. Poza tym Fundusz przyznaje nam określoną pulę pieniędzy na samo leczenie interferonem, ale jednocześnie daje za mało pieniędzy na badania, które szpital musi wykonać w czasie terapii - dodaje.

Efekt jest taki, że procedury są, a pacjenci nie mogą być leczeni. Zakażeni HCV jeżdżą od szpitala do szpitala, szukając mniejszych kolejek. Ci, u których wirus doprowadził już do marskości wątroby i jej niewydolności, czekać mogą tylko na przeszczep. Albo na śmierć.

Ilu z nas choruje?

Na początku sierpnia w stacji dializ w Ostrowie Wielkopolskim w wyniku nieprzestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa sanitarnego, wirusem HCV zakażonych zostało kilkadziesiąt osób. Do takich zakażeń może dochodzić codziennie w każdej placówce medycznej. Według danych Polskiej Grupy Ekspertów, w Polsce dotkniętych HCV jest około 700 tys. osób, ale tylko 15 tys. wie o tym. HCV, czyli Wirusowe Zapalenie Wątroby typu C, to dziś jeden z największych problemów epidemiologicznych świata. - Choroba nie daje żadnych charakterystycznych objawów. Osoby, które dowiadują się, że są nosicielami wirusa, na leczenie mogą czekać w Polsce nawet kilka lat - mówi dr Ewa Janczewska-Kazek, kierowniczka Poradni Hepatologicznej przy chorzowskim Szpitalu Specjalistycznym Śląskiej Akademii Medycznej. Właśnie tutaj od roku, w jedną z sobót każdego miesiąca, śląski oddział Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym z HCV Prometeusze organizuje spotkania dla zakażonych z naszego regionu.

Kontakt z Prometeuszami

Wszyscy zainteresowani mogą się skontaktować ze Stowarzyszeniem Pomocy Chorym z HCV Prometeusze:

Joanna Wasielewska, tel. 0-601-209-254, asia@prometeusze.pl

Więcej informacji na stronie: www.prometeusze.pl

Czy jesteś chory?

Na zakażenie wirusem HCV narażony jest każdy, bo każdy z nas jest pacjentem. Do grona potencjalnych nosicieli wirusa należy zaliczyć osoby, które miały przetaczaną krew, często są hospitalizowane, dializowane, osoby, które miały w życiu jakikolwiek zabieg chirurgiczny, badania i zabiegi endoskopowe, narkomani stosujący dożylne narkotyki, osoby, u których doszło do dużego uszkodzenia powłok skórnych (wypadki samochodowe, wypadki w pracy, poważne skaleczenia), osoby, które wykonywały na swym ciele tatuaż, przekłuwały uszy. Do zakażeń dochodzi często podczas najdrobniejszych zabiegów medycznych, takich jak: szczepienia, pobieranie krwi, zastrzyki.

Pierwszym krokiem do rozpoznania przewlekłego zapalenia wątroby typu C jest badanie krwi na obecność przeciwciał anty-HCV (prywatnie kosztuje ok. 35 zł). Sama obecność przeciwciał nie świadczy o chorobie. Drugim krokiem w diagnostyce jest oznaczenie we krwi HCV RNA, czyli materiału genetycznego samego wirusa (koszt ok. 250 zł). W leczeniu HCV stosuje się terapię skojarzoną interferonem i ribawiryną. Terapia trwa od 24 do 48 tygodni (koszt miesięczny to ok. 3 tys. zł). Szanse na pełne wyleczenie szacuje się - w zależności od genotypu wirusa - na około 55-80 proc. W sytuacji, gdy prawdopodobne jest istnienie infekcji HCV, wszystkie badania powinien zalecić lekarz, a ich sfinansowanie ma pochodzić z ubezpieczenia zdrowotnego.

Gdzie się leczyć

W województwie śląskim następujące lecznice zajmują się chorymi z HCV: Szpital Specjalistyczny w Chorzowie, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 1 w Tychach, Szpital Specjalistyczny nr 1 w Bytomiu, Zespół Zakładów Opieki Zdrowotnej w Cieszynie, Wojewódzki Szpital Zespolony w Częstochowie, Szpital Rejonowy w Raciborzu, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny nr 5 w Sosnowcu, Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 1 w Zabrzu.
Katarzyna Wolnik - Dziennik Zachodni

źródło